Thursday, 6 June 2019

Rysowanie - typowe błędy samouka

Powolutku, powolutku, uczę się rysować. Poradników i kursów jest pełno - zarówno w wersji książkowej, jak i internetowych (multum filmów na YT). Przy tej całej obfitości materiałów można dostać zawrotu głowy i nauka rysowania staje się chaotyczna.
Popularnym hobby jest rysowanie na podstawie zdjęć, w szczególności portretów. Niektórym to wystarcza, bo jest to fajne, relaksujące zajęcie, ale jeśli chcemy się nauczyć rysować, a nie tylko przerysowywać kropka w kropkę gotowe obrazki, w pewnym momencie zatrzymamy się w rozwoju. Jeśli chcesz rysować, a wciąż ci nie wychodzi, zobacz, co z poniższego do ciebie pasuje:
  1.  Próbowałem, nie wychodzi, chyba nie mam talentu. Eee tam. Prawdopodobnie twój problem to pkt. 2. Próbujesz zaczynać budowę domu od dachu. Wiesz, od czego dzieci w szkole muzycznej zaczynają naukę? Nawet nie od  "Wlazł kotek na plotek". Od tzw. wprawek. Nuda jak jasny gwint: granie na okrągło paru dźwięków na krzyż, aż będą w równym tempie i poprawnie wydobyte z instrumentu, a nie jeden głośnością urywający głowę, a drugi ledwie słyszalny. To samo jest w rysunku. Zaczynamy od podstaw, nie od kopiowania "Bitwy pod Grunwaldem".
  2. Chcę mieć od razu "prawdziwy" rysunek! Przykro mi, ni cholery nie da rady. Nie da się opanować wszystkiego naraz: prawidłowego oddania wszystkich kształtów, proporcji, wzajemnego położenia elementów i jeszcze do tego cieniowania. Wiecie od czego zaczyna mój ulubiony (i, moim zdaniem, skuteczny) kurs rysowania drawabox.com? Od treningu rysowania prostych linii, płynnych krzywych i niekoślawych kół. Potem przechodzimy do prostych brył (prostopadłościan, walec, stożek itp.) i dopiero po kilkunastu różnych ćwiczeniach pojawiają się lekcje rysowania bardziej konkretnych obiektów (na początek liści).
  3.  Kupowanie tandetnych przyborów "bo dopiero się uczę". Nie można przesadzać z oszczędzaniem na akcesoriach. Nie trzeba mieć od razu profesjonalnych rzeczy za nie wiadomo jakie pieniądze, ale też niech nie będzie to najtańszy badziew z hipermarketu. Ołówek markowy będzie co prawda, ho, ho, ho, ze trzy razy droższy od no-name, ale mówimy tu o wydatkach  rzędu 1 zł kontra 3 zł za sztukę...  Skrobiące nierówno po kartce narzędzie pracy utrudni naukę i zepsuje przyjemność z rysowania.
  4. Kupowanie zbyt wielu przyborów naraz. Czyli przegięcie w drugą stronę. Zamiast rysownikami, stajecie się kolekcjonerami przyborów, których nie używacie, bo nie umiecie. Najdroższe nawet przybory nie uczynią nieudolnej pracy piękną. Na początek wystarczy kilka ołówków o zróżnicowanej twardości, a do szkiców - zwykły papier do drukarki.
  5. Rysownik oglądacz. Gromadzi książki, godzinami ogląda poradniki na YT. Niestety, samo oglądanie nie powoduje postępów. Trzeba swoje wysiedzieć nad szkicami, najlepiej regularnie, choćby po pół godzinki dziennie, niż zrywami raz na dwa tygodnie.
  6. Żałowanie czasu i wysiłku na szkice. Tak, musisz robić rysunki, których przeznaczeniem jest kosz na śmieci. (No, nie dosłownie, zachowaj je, by widzieć postępy w nauce). Lepiej jest narysować kilkanaście szkiców, ćwicząc na początek umiejętność wykonania zarysu obiektu o prawidłowych proporcjach i dobrze wyłapanych cechach decydujących o o podobieństwie do oryginału, niż cyzelować szczegóły na ten przykład konia, którego na koniec wszyscy będą brali za dobermana.
  7. Niedopracowanie szkicu. Rysujesz portret i na szkicu podobieństwo jest takie sobie. Myślisz sobie: to dlatego, że jeszcze nie jest wycieniowany. Otóż nie. Kojarzysz podobizny czy karykatury, gdzie jest minimalna ilość kresek, a mimo to od pierwszego rzutu oka poznajesz, kto to jest? W tym sedno. Rysunek musi być poprawny już na etapie szkicu. Jeśli podobieństwo się rozjechało, a wyraz twarzy wydaje nam się dziwny, żadne cieniowanie nie uratuje naszej pracy.
  8. Skupienie się na szczegółach bez ogarnięcia całości. Wszelkie sensowne poradniki każą rysować "od ogółu do szczegółu" i jest to zasada, która działa. Coraz drobniejsze szczegóły dodajemy stopniowo i równomiernie w całej pracy, a nie skupiamy się na wykańczaniu pojedynczych miejsc. Czasem zresztą możemy się zdecydować na pozostawienie naszego dzieła w postaci mniej szczegółowej, a będzie i tak wyglądać na ukończone. W przeciwieństwie do takiego, gdzie np. narysowaliśmy obrys twarzy i jedno oko z perfekcyjnie wycieniowaną tęczówką i wyrysowanymi rzęsami, po czym nam się odechciało...
  9. Mam wkuwać jakąś wiedzę teoretyczną? Ale po co, ja jestem artystą!  Jeśli tak myślisz, przejrzyj dział z anatomią dla artystów z kursu rysunkowego Proko. Obserwacja to nie wszystko, przynajmniej podstawy wiedzy o perspektywie, proporcjach ludzkiej sylwetki i twarzy itp. wiele ułatwiają. W przypadku przedmiotów, roślin i wielu innych obiektów przydaje się także analiza nie tylko tego, jak dany element wygląda na zewnątrz, ale również, jak i gdzie  łączy się z pozostałymi (np. kwiat - łodyga), nawet jeżeli na rysunku nie będzie to w efekcie widoczne.
  10. Nie umiem rysować z wyobraźni! Myślisz, że jesteś do niczego, bo nie umiesz narysować niczego z pamięci? Nieprawda. Osoby o bardziej zaawansowanych umiejętnościach jak najbardziej korzystają z różnych materiałów pomocniczych (tzw. referencji): zdjęć, ruchomych modeli ludzkiej sylwetki itp. Do wykonania jednego rysunku często wykorzystuje się kilka zdjęć w różnych ujęciach, które pomagają zrozumieć np. budowę anatomiczną zwierzęcia. Nawet profesjonalista nie bierze wszystkiego ot tak z głowy.
Tak, popełniłam większość z powyższych błędów. Po czym wyciągnęłam wnioski i jestem na etapie rysowania po trochę, ale systematycznie i nie na pokaz (wg wspomnianego kursu drawabox.com). Rysuję pojedyncze obiekty, eksperymentuję, nie boję się "zepsuć" rysunku - szkic od tego jest, by się na nim pastwić. Co więcej, te najgrubsze błędy potrafią najbardziej posunąć proces nauki do przodu, bo są tak wyraziste, że nie popełniamy ich ponownie.

Monday, 8 April 2019

Jak uszyć stanik? Część III: nareszcie szyjemy

Po opisanym w poprzednich postach doborze rozmiaru oraz skrojeniu wszystkich części możemy wreszcie zabrać się do szycia. Podstawa to tutorial do wykroju, z którego korzystałam:
Maya Bra - sewing instructions
Niestety nie wszystkie kroki zostały tam opisane. Dużą pomocą był inny blog, którego autorka szyła stanik z tego samego wykroju:
http://siedzeidlubie.blogspot.com/2017/03/instrukcja-szycia-biustonosza.html
Dwa z istotnych etapów dobrze opisane są na jeszcze innym blogu:
Jak szyć gumę obszywkową
Jak przyszyć zapięcie do biustonosza
Dodatkowo sporo można podpatrzeć na kanale YT Liz Sews. Szczególnie przydatne przy szyciu wersji nieusztywnianej - w jakiej kolejności zszywać części i jak je układać, by wszystkie szwy nam się ładnie schowały.

Materiałów jak widać sporo, własnego tutoriala nie będę produkować, ale dla ułatwienia zebrana do kupy skrótowa lista czynności wraz z moimi uwagami (może pomogę Wam uniknąć swoich błędów?) - dotyczy stanika usztywnianego, obciągniętego koronką.

  1. Zszywamy (skrojone bez zapasów na szwy) części z pianki zygzakiem o szerokości ok. 5 mm i długości 1-2 mm. Pianka współpracowała z maszyną bardzo ładnie, nawet jej nie spinałam szpilkami - wystarczyło podkładać obie części pod stopkę, starannie stykając ze sobą brzegi.
  2. Maskujemy szwy wewnętrzne miseczki taśmą z markizety lub inną delikatną dla skóry. Na upartego można pominąć, ale ładniej wygląda obszyte.
  3. Obrzucamy wąskim i umiarkowanie gęstym zygzakiem górę miseczki, by trochę ją przypłaszczyć.
  4. Zszywamy koronkowe części miseczki. Przycinamy i rozprasowujemy szwy. Można je dodatkowo ostębnować, by na pewno leżały płasko, ale ja zrezygnowałam - stębnówka na delikatniej koronce nie podobała mi się wizualnie.
  5. Prostym ściegiem zszywamy górne części miseczki (prawa strona koronki do lewej strony pianki), uważając na znaki styku. Wywijamy na zewnątrz koronkę, zygzakiem mocujemy wokół pozostałej części miseczki.
  6. Zszywamy mostek z bocznymi skrzydełkami. Można to też zrobić później, po wszyciu miseczek - łatwiej wtedy wprowadzić ewentualne modyfikacje obwodu.
  7. Wszywamy miseczki w mostek. Następnie podwijamy jego górną część między miseczkami, tak by nic się nie strzępiło.
  8. Przyszywamy tunel gorseciarski: pierwszy szew ma leżeć dokładnie na szwie łączącym miseczkę z mostkiem (tzn. musimy przeszyć po prawej stronie w rowku, uważając, by na pewno złapało brzeg tunelu). Drugi szew przypada niżej, na mostku, a na końcu leżącym między miseczkami zostawiamy niezszyte 5 mm - schowamy tam później koniec gumy obszywkowej.
  9. Sprawdzamy, na ile musimy podwinąć krawędzie skrzydełek stanika (wraz z gumą obszywkową), by pasowały do szerokości naszego zapięcia i w razie potrzeby odpowiednio je docinamy. Nie ma tu żadnego standardu, spotkałam np. zapięcie trzyrzędowe w trzech różnych szerokościach.
  10. Przyszywamy obie gumy obszywkowe. Przed podwinięciem dolnej należy schować pod nią końce krótszej części ramiączek.
  11. Chowamy końce górnych gum pod taśmę gorseciarską i zszywamy zostawione wcześniej 5 mm. Wkładamy fiszbiny i zszywamy końce tuneli.
  12. Przyszywamy regulowaną część ramiączek.
  13. Przyszywamy zapięcia.

Sunday, 31 March 2019

Jak uszyć stanik? Część II: gromadzimy materiały i kroimy

Do uszycia stanika wystarczy zwykła maszyna do szycia, byle miała regulowany zygzak. Z akcesoriów "ekstra" wskazane jest użycie igły do stretchu. Ponadto może przydać się cienki papier (np. śniadaniowy - ma się łatwo wydzierać z maszynowych szwów) do podłożenia pod zszywane materiały, ponieważ koronka elastyczna czy tiul nie zawsze chcą grzecznie z nami współpracować - naciągają się, maszyna przepuszcza ściegi itp.

Lista potrzebnych rzeczy jest dość długa i będzie zależeć oczywiście od rodzaju szytego stanika. Ja pierwszych zakupów dokonałam nieco chaotycznie, mam nadzieję, że poniższa lista trochę ułatwi zorientowanie się w temacie.
Na usztywniany z fiszbinami pokryty koronką, potrzebne są (w nawiasach podaję z lekkim zapasem, ile u mnie zeszło na rozmiar 65D, dla innych musicie sobie policzyć na podstawie swojego wykroju):
  1. Pianka gorseciarska na miseczki - moja jest z jednej strony pokryta bawełną, z drugiej markizetą, nie wymaga zatem od spodu dodatkowej podszewki (kawałek ok. 25 x 25 cm)
  2. Markizeta lamówka do zamaskowania szwów wewnątrz miseczki. Można użyć tasiemki satynowej albo obejść się w ogóle, ale z tą taśmą efekt końcowy jest jednak najlepszy - po prostu całość  wygląda na dopracowaną w każdym calu. (35 cm)
  3. Koronka elastyczna na wszystkie części stanika (1 m koronki o szerokości 16 cm wystarczył mi na styk)
  4. Markizeta lub tiul stabilny na mostek stanika (kawałek ok. 15 x 40 cm)
  5. Tiul elastyczny na podszycie tylnych skrzydełek stanika jako podkład pod koronkę (kawałek ok. 15 x 20 cm)
  6. Tunel gorseciarski (ok. 50 cm, kroimy 2 odcinki nieco dłuższe od długości fiszbina, tak by po ich włożeniu móc  zaszyć końce)
  7. Fiszbiny 1 para
  8. 2 kółka i 2 regulatory
  9. Guma obszywkowa (ok. półtora obwodu pod biustem)
  10. Guma ramiączkowa 120 cm
  11.  Zapięcie na haftki 1 szt
Na liście podkreśliłam części, które należy skroić z poszczególnych materiałów, wszystkie po 2 sztuki (oczywiście uwzględniając, że mamy prawe i lewe), z wyjątkiem mostka krojonego w jednym kawałku z podwójnie złożonego materiału.

Przed krojeniem należy sprawdzić dwie istotne rzeczy i ewentualnie skorygować sobie wykrój:
1. Czy nasze fiszbiny pasują do wybranego modelu.
2. Czy tylne końce skrzydełek stanika pasują do wybranego zapięcia. Wykrój MayaBra, z którego szyję, ma przewidziane dwie wersje: na zapięcie 2- i 3-rzędowe. Wybrałam tę węższą i dopiero przymierzając się do wszycia zapięć odkryłam, że do 2-rzędowego (3 cm) jest sporo za szeroka, pasuje na szczęście do 3-rzędowego (5 cm).


Wyszło mi, że koszt materiałów na jedną sztukę w moim rozmiarze to jakieś 40 zł, w zestawieniu z cenami porządniejszych gotowych staników dość opłacalne - choć oczywiście na ogół nie szyjemy po to, żeby zaoszczędzić, tylko żeby mieć z coś ładnego, uszytego na miarę i z dobrej jakości materiału. Koszt najbardziej zawyża koronka elastyczna - jej udział w tym podsumowaniu to 16 zł. Na pokrycie jak najbardziej nadają się inne elastyczne materiały, np. cienki dżersej, lycra, mikrofibra, ale mnie się zachciało opcji luksusowej.

Koszty podliczone są wg cennika sklepu www.sewme.pl, który specjalizuje się w akcesoriach do szycia bielizny -  pianki gorseciarskie, najrozmaitsze gumy itp.,  tkanin ma niestety niewiele. Nie wiem, czy cenowo wyszło korzystnie, ale wszystko kupione w jednym miejscu.

W kolejnym poście będą zebrane wszystkie tutoriale, z jakich korzystałam, bo w każdym dobrze opisane i pokazane było co innego.

Friday, 29 March 2019

Jak uszyć stanik? Część I: wybieramy rozmiar, przygotowujemy wykrój

Uch, jak ja nie cierpię kupować staników! Jako posiadaczka obwodu 65 mam oczywiście pod górkę. No niby można wyłożyć większą kwotę, zamówić 10 sztuk przez internet w nadziei, że któryś będzie pasował, i resztę zwrócić, ale jakoś mnie to nie bawi. Już nie wspominając o tym, że poza pojedynczymi egzemplarzami na wyprzedażach zazwyczaj poniżej 80 zł nie da się kupić czegokolwiek sensownego.
Poszukałam tutoriali i wykrojów w sieci, stwierdziłam, że nie wygląda to jakoś strasznie. A efekt końcowy wygląda tak:





Ponieważ materiały są rozproszone po różnych blogach, zbiorę je tu do kupy.

Zdecydowałam się na darmowy wykrój MayaBra, zachwalany jako dopracowany i dostępny w wielu rozmiarach:
https://afiatelier.com/allpatterns/maya-bra/
Jest to faktycznie porządny model, mający na celu ładnie podtrzymać i ukształtować biust, a nie tylko go okryć trójkątnym kawałkiem koronki (a wiele darmowych wykrojów ogranicza się tylko do tego właśnie).

Pierwszy krok to wybór rozmiaru, do którego potrzebny jest obwód pod biustem i rozmiar miseczki - a w zasadzie fiszbina. Wymiar ten najprościej określić porównując drut z jakiegoś dobrze leżącego stanika z rysunkiem z poniższego pdf (tylko uwaga na prawidłowe wykonanie wydruku - nie może zostać przeskalowany):
deofsf.com/Resources/Bra-Underwire-Charts.pdf

Na tej podstawie wybieramy rozmiar wykroju z tabeli:
https://afiatelier.com/patterns/size-charts-bra-patterns/

Do tabeli jednak należy mieć ograniczone zaufanie. Dla mnie przy obwodzie z zakresu 67,1-72 cm i drucie 34 zaproponowano rozmiar 70C. Po  porównaniu wydrukowanego wykroju z kupnymi stanikami stwierdziłam jednak, że jego obwód jest za duży i będę szyć z 65D, ewentualnie przy krojeniu zostawiając dodatkowy zapas, gdyby jednak okazało się zbyt ciasno.

Kolejny krok to dopasowanie  mostka stanika, czyli tej części, do której doszyte są miseczki. Wymaga dość specyficznego pomiaru, mianowicie wyznaczenia odległości sutków "w zwisie":
http://afiatelier.com/2015/06/adjust-the-bra-bridge/
Wg tego pomiaru ja swój mostek powinnam ciut poszerzyć, ale zdecydowałam się przy nim nie majstrować, ponieważ moje dotychczasowe staniki mają jeszcze węższy. I dobrze zrobiłam, bo już po uszyciu całości okazało się, że i tak jest za szeroko i fiszbiny wchodzą w piersi zamiast leżeć między nimi. Poratowałam się zrobieniem małej zakładeczki na środku, na szczęście nie psuje jakoś specjalnie wyglądu stanika.

Ponieważ nie lubię kroić z podwójnie złożonego materiału, wykroiłam dwa papierowe mostki i skleiłam taśmą, tak by móc go odrysować na tkaninie od razu w całości.

Szyjąc nasz pierwszy stanik, po sporządzaniu papierowego wykroju dobrze jest uszyć na początek testową wersję  - jak nie całości, to przynajmniej miseczki - z resztki bawełnianej dzianiny, np. starej podkoszulki. Upewniamy się wtedy, czy miseczka ma faktycznie dobry rozmiar i czy ładnie leży. Dopiero potem bierzemy się za krojenie tkanin właściwych. O tym będzie w następnym odcinku.

Thursday, 7 February 2019

markery - co to za licho?

Na drutach nauczyłam się robić jeszcze w dzieciństwie w zamierzchłych przedinternetowych czasach. Po latach odkryłam fora robótkowe oraz pasmanterie internetowe (znacznie lepiej zaopatrzone niż stacjonarne, mające w ofercie tylko podstawowe akcesoria)  i zasypała mnie lawina nowych pojęć. Między innymi zarówno w instrukcjach wykonania, jak i dyskusjach wielokrotnie wspominano tajemnicze markery.
Marker to jest ni mniej, ni więcej, tylko rodzaj "zakładki" w robótce, umieszczonej między oczkami, by zaznaczyć miejsce, w którym musimy w każdym rzędzie wykonać np zgubić czy dodać oczka.
W internecie znajdziemy ich różne rodzaje, niektóre to biżuteryjne cacka, np. takie:


Mój stan posiadania ogranicza się jednak do ordynarnego plastiku:

Te płaskie plastikowe pierścienie u góry zdjęcia (Pony) są jak dla mnie do bani. Sterczą i przeszkadzają, gdy znajdą się w tej części robótki, którą mamy akurat w dłoni trzymającej drut. O wiele lepiej sprawdzają się plastikowe agrafki (te są akurat Clover i były chyba pierwsze na rynku, potem pomysł zgapiły inne firmy). Jest to moim zdaniem najwygodniejsza forma markera, bo można go zarówno zawiesić na drucie między oczkami, jak i przypiąć już na gotowym fragmencie dzianiny. Zdejmiemy go (lub założymy),  kiedy chcemy, bez ściągania oczek z drutu. Z markerem w postaci zamkniętego kółka czy pętli tak się nie da, a te fikuśne mają często taką właśnie formę.
 Oczywiście kiedyś nikt nie używał żadnych gotowych specjalnych "markerów" (ani tak tego nie nazywał, to słowo niewątpliwie rodem z anglojęzycznych wzorów robótkowych); zakładało się na drut pętlę z włóczki albo agrafkę i już. Ten akurat gadżet bym poleciła nawet gadżetowym minimalistom. Plastikowe agrafki świetnie nadają się także do "fastrygowania" zszywanych elementów np. swetra. Ich przewaga nad zwykłymi metalowymi  agrafkami to brak zakamarków, w które może się wkręcić włóczka. Należy tylko pamiętać, by przechowywać je zawsze w postaci otwartej, inaczej plastik może się utrwalić w formie zamkniętej,  agrafka przestanie sprężynować i nie będzie się chciała ładnie rozchylić. Prawidłowo używane będą służyć latami, moje mają ich już z kilkanaście i nic im nie dolega.

Thursday, 31 January 2019

jeszcze tylko jeden koralik!

I po co ja się naoglądałam znowu różnych filmów i zdjęć cudzego rękodzieła? Wytężywszy silna wolę, jakoś powstrzymałam się od kupna wszystkich koralików, które mi się podobały, i na razie ograniczyłam się do próby wykorzystania starej mieszanki Jablonexu z epoki na szczęście minionej. Paczuszka spora, ale co koralik, to innego rozmiaru i dziurki też każdej możliwej wielkości. W grę zatem wchodził wyłącznie haft chaotyczny z efektem jako poniżej:

Technika okazała się niebywale wciągająca, jak się zacznie robić, to ciężko przerwać ot tak w połowie wykonywanego elementu.
Plecy wykończone wytwornie zamszem suede, a co!

Wisiorki obecnie zalegają w pudełeczku z drobiazgami wykonanymi w niewiadomym celu. O ile raczej nie robię ozdób i dekoracji (wolę przedmioty użytkowe), to urok koralików mnie chyba pokona. Próbuję się ratować pretekstem, że Młoda będzie miała na prezenty urodzinowe dla koleżanek...


Thursday, 24 January 2019

kiermasze, kiermasze

Szkoła Młodej co roku organizuje bożonarodzeniowy kiermasz, z którego zyski idą na dofinansowanie wyposażenia szkoły. Oczywiście zawsze najwięcej jest ciast - w ilościach nie do przeżarcia. Wolę więc próbować z rękodziełem, szczególnie że jak coś zostanie, można wystawić następnym razem.
W 2017 wystawiałam serwetki / podstawki pod kubki, zdjęcia zrobiłam z zamiarem pokazania na blogu i ani się obejrzałam, a tu koniec 2018 się zrobił i następny kiermasz, a wpisu jak nie było, tak nie ma, więc przedstawiam hurtowo:

Świąteczne serwetki okazały się pomysłem takim sobie i delikatnie mówiąc, hitem nie były. O wiele lepiej szły tegoroczne bransoletki makramowe. Uwaga, uwaga, tym razem gościnnie na blogu Młoda lat 8, która wyplatała "korpusy" bransoletek na pierwszym zdjęciu (ja dorobiłam zapięcie typu węzeł zderzakowy oraz przypalałam sznurki). Na drugim zdjęciu już tylko moje prace.

Zrobiłam też dwa makramowe wisiorki, ale nie jestem z nich specjalnie zadowolona. Mimo ścisłego splotu były trochę za wiotkie. Być może powinnam je usztywnić lakierem. Na przyszły rok postaram się ulepszyć technikę.